Udostępnij
  • Dar Es Salaam – pierwszy nocleg

    Droga z Usambara Mountains do Dar Es Salaam to jakieś 450 km, czyli nasz dzienny zasięg przy dobrych drogach, dobrej organizacji i pomyślnych wiatrach. Niestety nikt nie wziął pod uwagę… korków – do tej pory zjawiska niespotykanego w Afryce – no może tylko w Egipcie, ale to też tylko w centrum miasta.

    P1160254

    Wjazd do Dar Es Salaam zajął nam prawie tyle samo czasu co droga z wysokich gór… Jak zawsze drylem każdego dnia było znalezienie miejsca na postój nocny przed zachodem słońca. Jest to niezwykle istotna kwestia w miejscu, gdzie coś takiego jak elektryczność, a już oświetlenie ogólne miasta jest zjawiskiem niespotykanym. Powolne pełznięcie w tym korku było gehenną związaną nie tylko z myślą o stresującym szukaniu w dużym afrykańskim mieście po zmroku bezpiecznego miejsca żeby zaparkować Dzikuna, tak by nikomu nie zawadzał i nie stał się celem kradzieży, ale również dlatego, że mijała nasza pora karmienia, do której tak sakramencko się przyzwyczailiśmy, że każda minuta którą musieliśmy wytrzymać ponadto doprowadzała nas do pasji, zwłaszcza w 40 stopniowym upale.

    P1160252

    Ale wiedzieliśmy, że z chwilą wjazdu do miasta i oddania nam możliwości przyzwoitego poruszania się musimy się skupić i w tej nieznanej gęstwinie pseudo zabudowań mieszających się z ‘a la’ europejskimi budynkami będziemy musieli szybko i sprawnie znaleźć miejsce na nocleg, aby mieć jeszcze czas coś ugotować zanim totalnie wyczerpani padniemy na pysk. Idąc, logicznie, najkrótszą drogą stwierdziłam, że musimy spróbować stanąć przed najtańszym z najtańszych możliwych hosteli i tam dogadać się z jakimś Panem Cieciem, aby miał nas w nocy na oku. Duże miasto niesie ze sobą duży koloryt, zwłaszcza w nocy… życie ulicy w dużych miastach to bezdomni, żebrzący, postrzeleńcy, drobne złodziejaszki, młodzi szukający zaczepki, właściciele nocnych biznesów, mafia i cała reszta, która stara się przemknąć pomiędzy, a na sam koniec ‘biali My’ 🙂

    DSC_0905

    Plan był idealny … niestety w światopoglądzie czarnej dozorczyni YMCA do którego trafiliśmy nie mogło się pomieścić, że nie stać nas na pokój… dzięki komukolwiek jednak stołówka wydawała jeszcze posiłki… zostały 2 ostatnie kawałki kurczaka, trochę ryżu i warzyw… nie myślcie zaraz sobie, że nafaszerowaliśmy swoje gęby po brzegi 😉 to afrykański kurczak czyli chudy i niedożywiony, więc oprócz skóry i kości niewiele na nim jest, koncepcja warzyw, ciągnąca się już za nami od Sudanu, to przypominające trawę źdźbła i ‘a la’ kapusta. Kilka podejść nie pomogło, dozorczyni była nieugięta, okazało się, że jej ‘żelazna ręka’ trzyma w ryzach również Pana Ciecia pilnującego budynku, który nie chciał uczynić nic co by nie miało błogosławieństwa rzeczonej dozorczyni. Na nasze szczęści placówka YMCA, ma swój odpowiednik dedykowany dla kobiet YWCA, więc w te pędy wyruszyliśmy do naszej ostatniej nadziei.
    Tu jako nominowany nieoficjalnie agent łączności już dosyć późną wieczorową porą wyskoczyłam z Dzikuna i zaczęłam dobijać się do drzwi wejściowych, minęło mnie kilka niemych murzynek, które niewydawały się osobami decyzyjnymi. Nagle z mojej lewej strony wyłoniła się w ciemnościach postać stróża nocnego, do której wszyscy mnie chcieli skierować – przynajmniej tak wywnioskowałam z tego co mi komunikowali – otwierał bramkę do spowitej w ciemnościach przestrzeni za budynkiem. Z szacunkiem i odpowiednią dozą dystansu wytłumaczyłam w prosty sposób w czym rzecz, uruchamiając moją ‘mowę katarynkową’ która miała na celu tłumaczyć w szybki i jasny sposób wyjaśnić dlaczego dwóch, białych ‘bogatych’ w oczach wszystkich czarnych ludzi znajduje się w takich właśnie okolicznościach przyrody, w środku nocy i chce spać w swoim samochodzie. Argument braku pieniędzy, powtórzę nie przebija się przez stereotyp postrzegania białego. Stróż, niski, łysawy, ale dosyć solidnie zbudowany jegomość w liliowej koszulce na ramiączkach wyciągnął kikut swojej lewej dłoni i wskazał mi bramę przez, którą mogliśmy wjechać. Ucieszona z takiego obrotu sprawy i pomyślnego załatwienia spokojnego odpoczynku tej nocy popędziłam z dobrą nowiną do Michała.

    IMG_5104

    Nazajutrz o świcie obudziło mnie pukanie naszego stróża, okazało się, że nasz nocleg w samochodzie, a nie w hotelu jest dużym problemem i musimy to wyjaśnić z legendarną ‘Ma’mma’ dyrektorką tego dobytku. Dla uspokojenia szczerze serdecznego człowieka, powiedziałam że wszystko wyjaśnimy i żeby się nie martwił tylko najpierw zjemy śniadanie.
    Na śniadanie udaliśmy się do wspaniałej stołówki, na której można było zamówić jedzenie pozbawione koziny i chwastowatych warzyw czyli bliższe naszym europejskim wyobrażeniom o pożywieniu i jak zawsze już tradycyjną kenijsk i tańzańską kawę w postaci kawy zalanej herbatą z mlekiem… taaaaak 🙂 Nas też to zdziwiło, ale swoje zdziwienie zostawiliśmy w Kenii. Pokładając dużą nadzieję w rzeczowo wyglądających Paniach ‘bufetowych’ podjęłam się heroicznego wyzwania wytłumaczenia, jak zrobić ‘normalną’ kawę… zajęło to ok. 30 minut, ale udało się 🙂
    Kilka kolejnych dni w Dar Es Salaam upłynęło nam na uganianiu się za widmem legendarnej Ma’mmy, w celu wyjaśnienia kwestii naszego postoju, jednak nigdy już nikomu nie było dane jej zobaczyć…