Udostępnij

  • Giza

    P1080429

    To co miało być najpiękniejsze, było. Podchodząc krętym podjazdem pod bramy nekropolii w Gizie poczułam to co czujesz zawsze przed czymś co ma się stać pierwszy raz, to co czujesz przed czymś co wiesz ze jest wielkim wydarzeniem. Moją duszę, po raz pierwszy pod czas Ekspedycji Afryka, przeszył ekstatyczny dreszcz emocji i podniecenia, który zapamiętam do końca życia. Przyspieszając kroku, chłonęłam łapczywie wzrokiem każdy centymetr wyłaniających się zza zakrętu wierzchołków piramid w Gizie, to było to, to był ten moment. Moja ekscytacja przebijała się przez wszystko, przez upal, zmęczenie, znużenie chorobą i przez arabskie krzyki naganiacza, który za wszelka cenę chciał żebym pojechała do piramid na wielbłądzie, zamiast pójść tam pieszo.
    P1080467
    Od tego momentu magia zaczęła się ulatniać, niczym resztki życia ze zmumifikowanego ciała wielkiego faraona Khufu, z greki Cheopsa.
    P1080586
    Giza przywitała nas brawurowymi pokazami kaskaderki, gdy kilku naganiaczy wskoczyło na tył i boki naszego samochodu, Dzikuna, okazując desperacką walkę o klienta, o którego w związku z aktualna sytuacja w Kairze bardzo ciężko. Niestety stara zasada mówi, że desperacja bardziej odstrasza niż przyciąga, i w tym przypadku nie było inaczej. Po uzyskaniu wszystkich niezbędnych informacji u źródła, czyli w kasach, powróciliśmy następnego dnia.
    Noc, mimo godziny policyjnej, postanowiliśmy spędzić w samochodzie, przy ‚zachodniej’ stacji benzynowej, tuz u podnóży kompleksu w Gizie.
    Piramidy, wnętrza grobowców, sale pochowków faraonów, hieroglify, malowidła ścienne czy też rzeźby matki, żon i córek Cheopsa urzekają, bardzo wymownie poruszają twoją wyobraźnią i są świetną lekcją historii. Dla mnie jednak najważniejszy był ten pierwszy moment, w którym je ujrzałam, wtedy stała się magia tego co nazywamy odkrywaniem.
    P1080518
    Od strony organizacyjnej, obiekt w Gizie ma jednak jeszcze wiele do nadrobienia. Dopóki nie dojdziesz na sam wierzchołek wzgórza jesteś terroryzowany przez tabuny naganiaczy…że nie da się wjechać na górę samochodem, że jest to zakazane, że jedynym sposobem zwiedzenia piramid, oczywiście najtańszym i najlepszym, jest wynajęcie u nich osła, konia, wielbłąda lub bryczki, i ze nie ma innego sposobu. Sytuacja nie za wiele zmienia się po przekroczeniu bramy i wydaniu minimum 50$. Ci sami naganiacze, ciut mniej natarczywie, namawiają na to samo oraz na obowiązkowe zdjęcie z camelem. Trudno rozeznać si, kto jest cieciem, kto naciągaczem, kto pracownikiem muzeum, a kto policjantem, bo wszyscy chodzą w cywilnych lachach. I tak w sumie nie robi to różnicy, bo każdy, może oprócz policji, wyciąga lapę po kasę, nawet za otwarcie grobowca, do którego kupiłeś już bilet.
    Ekspedycja miała jeszcze jedną przeszkodę do obejścia, a mianowicie czujny egipski pan policjant zreflektował, ze w baniakach na dachu możemy mieć paliwo i ewentualnie niesieni wodzą fantazji puścimy z dymem cala nekropolie. Zatem byliśmy zmuszeni zostawić wachę na przechowanie w muzealnych kiblach, za co również zostaliśmy skasowani.
    Rada na Gizę przeżywaj wszystko głęboko, patrz wysoko ponad głowami naganiaczy i staraj się oddzielić piękno Gizy od jej smutnej codzienności.
    K, M, D