Udostępnij

  • Lalibella, nothing like you’ve seen before

    P1110931
    Ludzie mówią, że Lalibella nie jest jak nic co już widziałeś w życiu… i maja rację, nieważne co już w życiu widziałeś. Samo miasteczko położone jest na szczycie stromej góry, pod która podjeżdża się bardzo kręta serpentyną i nie jest niczym specjalnym. Była to Sobota, dzień cotygodniowego rynku w Lalibelli dlatego już od kilometrów mijaliśmy grupki wieśniaków z pobliskich wiosek mających lub chcących coś sprzedać.
    P1120040
    IMG_4529
    Nie sama jednak Lalibella była dla nas ogromnym zaskoczeniem i źródłem wielu emocji, już sama droga do niej okazała się o mały włos karkołomna. Jak to bywa w miejscach, w których jeszcze nie byłeś jedziesz drogą, której nie znasz. Planując trasę na ten dzień wiedzieliśmy, ze jadąc asfaltową drogą dotrzemy do celu przed zmierzchem, wprawdzie droga pięła się i wiła wśród spadzistych wzgórz i górskich wiosek miejscowych górali, ale nic nie zapowiadało tego co ma nastąpić. W jednym z większych miasteczek, na Etiopskie standardy oczywiście, skręciliśmy w prawo, droga wkrótce zmieniła się w ‘dirt road’ i mimo tego, że pozostało nam 50km do celu coraz bardziej wiedzieliśmy, że może nam się nie udać. Oczywiście byliśmy w górzystym terenie zatem drogę powinniśmy oszacować w godzinach, nie kilometrach, ale któż mógł wiedzieć jaka ta droga będzie. Wkrótce wiliśmy się na drodze z ubitego piachu między etiopskimi wioskami szykującymi się do wieczornego posiłku, nie wiedząc czy my będziemy dzisiaj jeść i gdzie będziemy spać. Ciemności zapadły szybko, a droga opuściła serpentynę wiosek I zaczęła się wić wąska półką skalną na wysokości 2500 m n.p.m. Z jednej strony cieszyłam się że jest tak ciemno, że już nic nie widzę, ale ograniczona widoczność jeszcze bardziej utrudniła już i tak ciężkie warunki jazdy. Kilometry znikały z licznika w ślimaczym tempie, tak jak my poruszaliśmy się na przód. Nagle okazało się, że brak widoczności, wąska droga nad przepaścią I nieziemskie zmęczenie to betka nagle ciężko w ogóle było znaleźć jakąkolwiek drogę, a poszczególne kawałki tego co kiedyś może miało być droga łączone są usypaną stertą głazów zupełnie nie przystosowaną dla samochodów, może raczej dla koparek czy buldożerów, jakby tego było mało po drugiej stronie nie było niczego co przypomina drogę tylko prawie pionowa ściana litej skały… nie było się gdzie cofać wiec według, jedynie słusznej, maksymy Ekspedycji ruszyliśmy do przodu… Dziukun dawał z siebie wszystko, Michał dwoił się i troił, a pojedyncze głazy długo spadały w przepaść ustępując nam z drogi. Cudem nie straciliśmy zawieszenia i resztkami sił wspięliśmy się pod stromiznę po drugiej stronie. Po tej przeprawie stwierdziliśmy, że jeśli nie chcemy zostawić połowy zawieszenia w etiopskich górach musimy przeczekać do rana, pytanie było tylko gdzie…bo cały czas poruszaliśmy się skrawkiem drogi nie szerszym niż nasz samochód. Z ratunkiem przyszedł nam mały skrawek czyjegoś poletka pozostawiony tu, wysoko w górach, na który bez zastanowienia wjechaliśmy. Staraliśmy zachować naszą obecność w dyskrecji, aby nie prowokować ludności z sąsiednich wiosek do sprawdzania pochodzenia nocnych intruzów. Michał standardowo robiąc rozeznani terenu musiał tylko przekonać jednego starszego pana, który akurat wracał do swojej wioski, upierającego się, że w wiosce będzie nam lepiej niż na tym pustkowiu. IMG_4484
    IMG_4507
    I tak nazajutrz rano dotarliśmy do Lalibelli, która jeszcze tego dnia ukrywała swoje skarby przed nami, tak jak wieki temu przed islamskimi najeźdźcami. Kościoły Lalibelli to budowle z litej skały wykute w bryle położonych blisko siebie wzgórz, niektóre z nich mają trochę przestrzeni pozostawionej dookoła lub nawet malutkie dziedzińce, niektóre są ogrodzone głęboką fosą, niektóre to malutkie kapliczki, do których prowadzi gąszcz korytarzyków, le wszystkie są głęboko ukryte w skale, w której zostały wykute. Spędziliśmy tu kilka dni nie mogąc się nadziwić jak cywilizacja, która aktualnie tak niewiele stanowi sobą, której cała gospodarka rolna opiera się na pracy ręcznej, mogła stworzyć coś tak wspaniałego i przemyślanego.
    P1120059
    P1110597
    Te kościoły długo przeżyją cokolwiek co stworzyła współczesna Etiopia i dobrze, bo są jej niekwestionowanym klejnotem.
    Nie wspomnę, że profesjonalna obsługa i infrastruktura turystyczna pozostawiają trochę do życzenia, ale akurat w przypadku Lalibelli dodaje to uroku. Jak choć by fakt, że trzeba samemu znaleźć wejście do kilku kompleksów kościelnych błądząc w gąszczu domków miejscowych wieśniaków, po których minie możemy sądzić, że nie było to na pewno najpopularniejsze przejście, ale akurat na takie natrafiliśmy. Samo zwiedzanie kościołów jest mistyczne i trzeba na nie zostawić sobie sporo czasu, najlepiej zgubić się tu samemu. Oczywiście jak zawsze w naszym przypadku nie obyło się bez przygód, czyli bijatyki z mnichami w jednej z kapliczek, którzy w mało chrześcijański sposób chcieli mnie, jako kobietę z niej wyprosić, więc wywiązała się między nami przepychanka, w której oczywiście samo sedno problemu, czyli moja obecność zeszła na drugi plan, górę wziął męski testosteron. Po całym zajściu mnisi nie byli zbyt wylewni, ale chociaż Michał doczekał się przeprosin.
    K, M, D